Dla mnie wrzesień jest zawsze czasem Nowego, rozpoczynania, planowania, umawiania się ze sobą i podejmowania zobowiązań. Nawet bardziej niż tradycyjnie, w styczniu, wraz  z nadejściem kalendarzowego Nowego Roku, w mojej głowie obowiązuje jesienny, trochę szkolny porządek.

 

Lubię ten czas niezapisanych zeszytów i pachnących świeżą farbą drukarską książek, zapamiętanych z dziecięcych czasów nierozpakowanych kredek, nie wypisanych jeszcze mazaków. Wszystko można zacząć od nowa, wymazać gumką nieudane pomysły i z nową energią ruszyć przed siebie.

Tej jesieni wokół mnie dużo jest nowo narodzonych albo za chwilę mających przyjść na świat dzieci moich przyjaciół. Moje myśli i plany skupiają się teraz najbardziej, właśnie na małych ludziach, ich rozwoju, uczeniu siebie samej i innych tego, jak mądrze stwarzać dzieciom przestrzeń do poznawania siebie i świata. Dla mnie to zawsze jest wielka sztuka – nie odbierać dziecku wolności, indywidualizmu, a jednak stawiać mu granice, potrzebne do stworzenia rozsądnej siatki bezpieczeństwa.

 

Bardzo się cieszę, bo BoWarto rozpoczęło tarabukowe spotkania wokół tematów dziecięcych, zastanawiania się nad mądrym rodzicielstwem, które dla mnie jest chyba w tej chwili największym życiowym wyzwaniem. Myślę zresztą, że wychowanie szczęśliwych dzieci, to  tak naprawdę jedno z największych, nierzadko przyjemnych, jednak bardzo wymagających,  „zadań”.

 

Moje „początki jesienne” to też ciągła praca z nawykami i pędzącym umysłem, nad zatrzymywaniem chwili, doświadczaniem tego co jest, a nie wyglądaniem na to, co za moment nadejdzie. Osiąganie celów, planowanie jest bardzo ważne, ale tylko kiedy umiemy / umiem cieszyć się drogą, po której idziemy, nawet wtedy, gdy wcale nie wiedzie prosto tam, gdzie byśmy chcieli dojść.

Docenić to, co się przydarza, a nie ciągle czekać na to, co ma dopiero przyjść –  to dla mnie wciąż wyzwanie. Nie poddaję się jednak i staram się uczyć tego cudownie prostego oddania się chwili. Nie poddaję się, bo  uczę się przecież codziennie, od najlepszych na świecie nauczycieli cieszenia się tym, co po prostu  jest, czyli – od moich dzieci… :)

 

A Wy jakie macie „jesienne początki?”